Ocena

Zapewne ciężko ci wyobrazić sobie sytuację, w której czujesz sympatię do osoby, która jawnie się nad tobą znęca. Nie jest to jednak wcale zjawisko niespotykane. Nazywa się ono syndrom sztokholmski – znany i analizowany przez psychologów od prawie 50 lat. Mówi się też na niego „przywiązanie z porwania”, ponieważ właśnie na tym polega. Reakcją na silny stres i traumę jest powstanie uczucia sympatii – wytworzenie w umyślę namiastki normalności. Czytaj dalej, aby dowiedzieć się, jak dokładnie działa ten mechanizm.

Syndrom sztokholmski – co to?

Syndrom sztokholmski to specyficzny stan psychiczny u osób porwanych lub uprowadzonych. Przejawia się nieuzasadnioną sympatią wobec przetrzymujących ich ludzi. Czasem urasta do takich rozmiarów, że ofiary zaczynają współpracować z własnymi oprawcami. Dzieje się tak w wyniku reakcji na wyjątkowo silny stres i traumatyczne przeżycia. 

Tak zwany sztokholm syndrom jest obronną reakcją organizmu, nad którą często ciężko zapanować. W ten sposób umysł broni się przed krzywdą. Ofiara odzyskuje poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i normalności. Istnieją różne przypadki zachowań, w których pokrzywdzeni usprawiedliwiali swoich oprawców i racjonalizowali ich zachowania. Niekiedy wręcz utrudniali odnalezienie i ukaranie przestępców.

Zobacz też:
Zaburzenia rytmu serca – jakie są objawy i przyczyny arytmii?

Syndrom sztokholmski jest spotykany nie tylko w skrajnych sytuacjach porwań, uwięzień. Może pojawić się także wśród ofiar przemocy domowej, kazirodztwa, toksycznych związków, członków sekt, mobbingu, osób wykorzystywanych seksualnie oraz jeńców wojennych. Wspólną cechą jest unikanie przez pokrzywdzonych konfrontacji ze swoim oprawcą. Walka zamienia się w uległość, a nawet szczere uczucie, oddanie i lojalność. 

Aby dokładnie zrozumieć, co to jest syndrom sztokholmski, należy postawić się w roli poszkodowanego. Nie jest to rzecz, którą da się kontrolować. Jest to mimowolna reakcja, racjonalizowana przez umysł człowieka, który nie funkcjonuje w normalnych warunkach. Jest to dla wielu zjawisko praktycznie niewyobrażalne. Nie sposób jednak stwierdzić, jak zachowałbyś się w tego typu drastycznej sytuacji.

Kiedy można faktycznie mówić o sztokholmskim syndromie? 

Aby sytuację można było określić mianem sztokholm syndrom, muszą być spełnione następujące warunki:

  • ofiara musi być świadoma powagi zagrożenia i uważać, że jej oprawca jest zdolny praktycznie do wszystkiego;
  • przestępca przejawia niekiedy widoczne odruchy życzliwości wobec przetrzymywanego;
  • ofiara nie ma żadnej możliwości ucieczki (wystarczy, jeśli jest tylko sama przekonana o jej braku);
  • osoba poszkodowana jest zwykle całkowicie odcięta od środowiska i innych ludzi. Zwykle towarzyszy jej uczucie bezradności i osamotnienia, wówczas, zaczyna szukać oparcia i zrozumienia w swoim oprawcy.

Owa bezradność nie oznacza jednak braku nadziei na zmianę na lepsze. Ofiara zwykle żywi pewne wyobrażenia. Liczy, że jeśli spełni wymagania i oczekiwania swojego kata, ten okaże jej łaskę. Gdy to się dzieje, strach i niepewność przeistacza się we wdzięczność i zaufanie. To właśnie ten miks dobrych i złych doświadczeń wprawia ofiarę w psychiczny i emocjonalny mętlik i niekiedy zapoczątkowuje sztokholmski syndrom.

Zobacz też:
Jak wyleczyć wrzodziejące zapalenie jelita grubego?

Sztokholmski syndrom – skąd ta nazwa?

Termin sztokholmski syndrom po raz pierwszy został użyty w roku 1973. Wymyślił i wprowadził go do powszechnego użycia szwedzki kryminolog i psycholog Nils Bejerot. Opisał on nietypową sytuację, która miała miejsce właśnie w Sztokholmie. Dwóch mężczyzn napadło na bank. Uwięzili oni trzy kobiety i jednego mężczyznę. Osoby te były przetrzymywane zaledwie 6 dni. Już po tym czasie, zauważono nietypowe zachowanie u czterech ofiar.

Po pierwsze, zakładnicy wcale nie chcieli opuścić budynku. Jednogłośnie twierdzili, że wina leży po stronie policji i zawzięcie bronili swoich oprawców. Jedna z kobiet zaręczyła się z przetrzymującym ją mężczyzną. Inny więzień założył fundację charytatywną. Miała ona na celu zebrać pieniądze na cel opłacenia prawników oskarżonych złodziei. Rozpowszechniony przez dziennikarzy termin „syndrom sztokholmski” wziął się właśnie z tego wydarzenia i jest nadal używany do dziś.

Czym jest syndrom sztokholmski w związkach?

Syndrom sztokholmski w związkach pojawia się niestety dość często. Jak możesz go rozpoznać? W takich sytuacjach, ofiara najczęściej nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest ona krzywdzona. Możliwe, że słyszałeś o toksycznych związkach, w których jeden partner znęca się nad drugim. Zdarzają się przypadki poniżania, zdradzania, wykorzystywania, a nawet przemocy fizycznej. Mimo to, ofiara nie zdaje sobie sprawy z realnego obrazu sytuacji, bagatelizuje ją i nie chce odejść od partnera.

Syndrom sztokholmski w związkach może pozostać niezauważony przez lata. Ofiara umniejsza swoją krzywdę. Czasem tłumaczy swojego oprawcę lub uważa, że zasłużyła na wymierzoną karę. Jeżeli zaczyna podzielać poglądy swojego prześladowcy, wyjście z tej relacji staje się niezwykle trudne. Wszelkie próby pomocy mogą być odbierane negatywnie, a nawet agresywnie. 

Zobacz też:
Zespół Klinefeltera – poznaj ciekawostki medyczne na temat tej choroby

Syndrom sztokholmski w pracy 

Takie zachowanie jest czasem obserwowane w środowisku pracy. Zdarza się wśród pracowników, którzy są ofiarami mobbingu. Syndrom sztokholmski może pojawić się u każdej zdominowanej, regularnie krzywdzonej osoby. Wszystko zależy od naturalnego uwarunkowania danego człowieka. Podatność na takie zachowanie jest określona przez predyspozycje psychiczne i emocjonalne.

Sztokholm syndrom – jak się od niego uwolnić?

Fakt, że ofiary przemocy domowej nie starają się uzyskać dla siebie pomocy wydaje się być całkowicie nieracjonalny. Nie jest to jednak tak proste, jak wygląda to z zewnątrz. Głównym czynnikiem działającym jako metaforyczna kotwica toksycznego związku jest nadzieja na zmianę. Wynika ona z tzw. cyklu przemocy. 

Cykl przemocy to trzy następujące po sobie fazy:

  • rosnącego napięcia;
  • ostrej, niepohamowanej przemocy;
  • normalności, „miodowego miesiąca”.

To właśnie na podstawie takiej konstrukcji często tworzy się syndrom sztokholmski w związkach. Obojętnie, jak okrutna i agresywna jest faza rozładowania napięcia i przemocy, ofiara ma w wyobraźni nadzieję na poprawę. W ostatniej fazie kat często wyraża skruchę, okazuje ciepłe uczucia, a nawet romantyczne zachowanie. W tym momencie ofiara sama przed sobą tłumaczy agresywne zachowanie na różne sposoby. Pomoc takim osobom jest niezwykle trudna. Staje się ona jeszcze bardziej skomplikowana, jeżeli taka para ma dzieci.

Gdzie osoby z syndromem sztokholmskim mogą uzyskać fachową pomoc? 

Syndrom sztokholmski jest bardzo ciężko wykryć i wyleczyć samodzielnie. Jednak to błędne koło przemocy i zniewolenia zdecydowanie można pokonać. Takie osoby zdecydowanie potrzebują profesjonalnej pomocy psychologa i psychiatry. W procesie leczenia niezbędne jest też wsparcie rodziny i przyjaciół. Jest to skomplikowana i długa droga do zrozumienia przez ofiarę realiów sytuacji. Najtrudniejszym aspektem jest emocjonalne i psychiczne oddzielenie się od oprawcy.

Zobacz też:
Chłoniaki – jak leczyć złośliwe nowotwory układu chłonnego i jakie są rokowania?

W Polsce istnieje stowarzyszenie specjalizujące się w pomocy ofiarom przemocy w rodzinie. Nazywa się ono „Niebieska Linia” i prowadzone jest przez Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Mogą tam szukać wsparcia wszystkie osoby doświadczające agresji w swoim najbliższym otoczeniu. Kontakt z taką organizacją jest pierwszym krokiem do przezwyciężenia syndromu sztokholmskiego i innych toksycznych, nienaturalnych zachowań. 

Syndrom sztokholmski to poważna i niebezpieczna dolegliwość łącząca emocjonalnie ofiarę i oprawcę. Może ona dotknąć osoby porwane i przetrzymywane, ale zdarza się też w związkach i pracy. Bez względu na to, jak okrutna i poważna jest dana sytuacja, zawsze jest nadzieja na wyjście z niej. Sztokholm syndrom da się przezwyciężyć z pomocą specjalistów i wsparciem bliskich.

O autorze

Magdalena Złoczewska

Magister filologii angielskiej i pisarka z zamiłowania i zawodu. Swoje artykuły i tłumaczenia zaczęła publikować na papierze i w sieci już w 2017 roku. Zależy jej na tworzeniu wiarygodnych, ciekawych i wartościowych treści, które pomogą czytelnikom zdrowo żyć i dokonywać rozsądnych wyborów. Pasjonuje się podróżami, sztuką i poznawaniem świata. Fitness, zdrowe odżywianie i ekologia to tematy szczególnie bliskie jej sercu. Wiedzę zdobywa na szkoleniach, konferencjach, z literatury i po prostu – z życia.

Zobacz wszystkie artykuły